Po prostu NAŁĘCZÓW…

Nie jestem kuracjuszką w sanatorium….. JESZCZE NIE!  

I niech tak zostanie jak najdłużej … Po prostu mam blisko :)….  Dwadzieścia  minut  jazdy  autkiem – to przecież mniej  niż  z jednego końca mojego  miasta na  drugi…  że o warszawskich  korkach  litościwie  nie wspomnę :).  No więc skoro  wiosna nastała, a pogoda przecudnej  urody krzyczała w oknie – trzeba  było się  ruszyć.   Magnesy były DWA!   Przepiękne  wąwozy  usytuowane  w bezpośredniej bliskości Parku Zdrojowego – no i rewelacyjne gęsie żołądki podawane w przemiłej i jeszcze bliższej   „Przepióreczce” (POLECAM!).   W zależności od pory przybycia do Nałęczowa – kolejność atrakcji do ustalenia.    Albo najpierw   „Przepióreczka” –  albo wąwozy.  W  tzw. międzyczasie – krótki,  obowiązkowy  spacerek  po  parku – a w nim  zawsze przyglądam  się drzewom, tym  starym i połamanym  zwłasza.  Bo  młodych  jest  bardzo niewiele.   A te stare znam przecież nie od dziś i zawsze  zatrzymuję  się  przed  tymi  najbardziej „zasłużonymi”.   Czasem odnoszę wrażenie – że drzewa są jak ludzie…  Niby młodzi (ludzie) są bardziej  atrakcyjni,  pociągający…  ale to starsi,  ze swym  doświadczeniem i mądrością       (z cudnie pomarszczoną, popękaną i wyrzeźbioną przez lata korą) przyciągają uwagę i wzrok. NO – ale tego rodzaju niuanse potrafią chyba dostrzec tylko moi rówieśnicy…:)   To oczywiście taka luźna dywagacja, bo przecież nie napisałam nic o ISTOCIE Nałęczowa, o jego historii i świetnie prosperującym Uzdrowisku, czy SPA.          Od tego są ICH strony,  gdzie jest to wszystko, czego nie będzie TU. Będąc „kardiologicznie nieprzebadaną”  zapraszam na wizytę w Nałęczowie  DLA  NIEWĄTPLIWEJ  PRZYJEMNOŚCI  a  NIE  ZE  „ZDROWOTNEGO  OBOWIĄZKU” ,   czy BEZWZGLĘDNYCH  ZALECEŃ  LEKARSKICH”  (póki co…)   Spacer po najbliższej okolicy, nieznanej zapewne  dla  80%  odwiedzających  miejscowość   kuracjuszy ( i ich gości oczywiście) był dla mnie wielką przyjemnością – zwłaszcza,  że wiosna  pokazała już swoje letnie oblicze gwałtownie budząc do życia przyrodę.   Ten krótki wirtualny spacer  zaczynam od zimy, a kończę na późnokwietniowej wiośnie i wycieczce po wąwozach, będących ewenementem na skalę europejską (o czym także nie wszyscy wiedzą!).

Niestety – nie udało się zakończyć na wiośnie….  Długo utrzymująca się piękna ZŁOTA JESIEŃ  skłoniła mnie do odwiedzenia starych kątów i oczywiście OBA punkty programu obowiązkowego zostały zrealizowane 🙂 I w OBU przypadkach wrażenia bardzo pozytywne. Dlatego pozwoliłam sobie dołączyć  uzupełniające, październikowe fotki.

Ten wpis należy do kategorii Bez kategorii. Bookmark the permalink.

Możliwość komentowania jest wyłączona.