Pasmo Klonowskie – czyli kwietniowy zawrót głowy

Wszystkie drogi prowadzą do Klonowa…      

  …można byłoby strawestować hymn polskich country-owców.  Bo prawdę mówiąc – Klonów jest sto razy bardziej „country”  niż Mrągowo…

Tego roku majowy weekend w kalendarzu zapowiadał się wyją-tkowo…  Dni wolnych pod dostatkiem…  Z reguły nie ulegam ogólnopolskiemu  szaleństwu i staram się przeczekać ten zbiorowy pęd rodaków na łono natury.  Zwłaszcza – że dyspo-nuję ogródkiem, w którym wraz z nadejściem wiosny nigdy się nie nudzę.  Pogoda jednak zaszalała  już pod koniec kwietnia i naprawdę żal byłoby te upalne dni spędzić w mieście.  Gwałtowny wzrost temperatury obudził moje zamiłowanie do włóczęgi po bezdrożach. Góry Świętokrzyskie niedaleko i już na początku ogólnopolskiego  majowego nieróbstwa postanowiłam eksplorować ich kolejne – nieznane mi  pasmo – Pasmo Klonowskie.  Szczerze mówiąc – łatwo nie było, ale za to niezwykle ciekawie…

Klonów to zagubiona wśród lasów południowego stoku Pasma niewielka wioska. Dojazd doń (z Ciekot) skomplikowanym labiryntem wąskich  dróg wśród pól, lasu i małych, zadbanych miejscowości  nie stanowił problemu, lecz odnalezienie interesującego mnie żółtego szlaku już się nim stał0. Potwierdziło się przysłowie: „Kto pyta – błądzi z innymi…” Gdybym nie zaczęła rozpytywać miejscowych o drogę – pewnie bym zaraz znalazła, a tak…. Skutkiem tego informa-cyjnego zamieszania dwa dni z przyjemnością szwendałam się w niemal trzydziestostopniowym upale po Paśmie Klonowskim, omijając skutecznie górę Czostek, leżącą pomiedzy Klonowem a gajówką Klonów usadowioną na skraju lasu niedaleko Barczy. Właśnie od  gajowki rozpoczęłam wędrówkę żółtym szlakiem w kierunku zachodnim, aż do krajowej 77-mki.

   Niestety nie dane mi było dotrzeć do rezerwatu Barcza, znanego z urokliwych jeziorek wypełniających skalne wyrobiska.  Odwiedziłam za to sporo bocznych, nieoznakowanych ścieżek, znanych zapewne pracownikom leśnym i starym świętokrzyskim wygom. I właśnie to podobało mi się bardzo… Korzystając z pełnego słońca – czyli znakomitego punktu orientacyjnego, mogłam bardziej niekonwencjonalnie poznawać Pasmo Klonowskie. Zwłaszcza, że tych nieoznakowanych ścieżek jest całe mnóstwo. Wiodą urokliwymi zakątkami, co chwila gubiąc się i odnajdując na nowo. Trafiłam na jedną, którą „dobrzy ludzie” fantazyjnie i okazjonalnie oznakowali nietypowymi, pomarańczowymi kółkami  z kropką w środku i cienkim strzałkami.  Zabawne było szukanie ich wśród gęstwiny  (przypomniało mi to trochę czasy dzieciństwa i grę w podchody). W tajemniczy sposób doprowadziły mnie one tam, gdzie chciałam…. Na stoki góry Czostek. Nie weszłam jednak na nią – należało zbierać się już na jakąś kolację a i nogi dawały o sobie znać…  Takie „kontrolowane” błądzenie ma dodatkowe zalety. Dawno nie widziałam tylu zwierzakow… Dorodny lis na stokach Radostowej, zające (myślałam, że już wykłusowane do cna!) pod polnymi miedzami, sarny śmigające na stokach Barczy. Jaszczurek już nawet nie liczę bo przy takiej temperaturze masowo wygrzewały się na miedzach wśród suchych traw.  Okazuje się po raz kolejny, że na majówkę najlepsze są niepozorne,  odległe od kurortów zakątki…  Tłoku tam nie ma i na tym między innymi polega ich urok.  Warto więc czasem zboczyć z głównej drogi….. poszwendać się po nieznanych zakamarkach….  I zamiast po raz kolejny iść na Łysicę – można z Bodzentyna wejść na Miejską Górę (426 m n.p.m.) i dalej, świetnie poprowadzonym, urozmaiconym szlakiem dojść w dwie i pół godziny, spokojnie do Świętej Katarzyny. Zapraszam i polecam!

 

Ten wpis należy do kategorii Bez kategorii. Bookmark the permalink.

Możliwość komentowania jest wyłączona.