Andora – wakacyjne wspomnienia

Latem 2011 roku odwiedziłam Księstwo Andory…

   …w Polsce jeszcze tak mało popularnej – a wielka szkoda, bo to miejsce…. cudowne po prostu,  zaraz po wyjeździe chce się wracać.   Niestety – trochę daleko, a lotnisk  tam nie ma z prozaicznego  powodu  braku  odpowiednio rozległych i płaskich  terenów, a pewnie i ekolodzy mieliby tu coś do powiedzenia. Jednak warto ponieść trudy podróży, aby ponapawać się  rozległością i urokiem Pirenejów, wielopiętrowością  dolin  rozdzielających wyniosłe górskie pasma,  samotnością wędrówek   dobrze przygotowanymi szlakami, przebogatą roślinnością – jakże różną od tej z naszych rodzimych Tatr…   Obserwować stada harcujących  dzikich  koni  i  dorodnych  (czyściut-kich!)  krów  leniwie  wypasających się na bujnych, wysokogórskich  halach.  Posmakować tamtejszego dobrego jedzenia (głównie kuchni katalońskiej), wspaniałych win sprowadza-nych (bezcłowo!)  z Hiszpanii i Portugalii…

To maleńki kraj. Zaledwie 468 km kw.  Bez trudu można go przejechać wzdłuż i wszerz  w ciągu jednego dnia. Nie tylko z powodu niewielkich odległości – ale przede wszystkim za sprawą doskonałych dróg prowadzących do najdalszych zakątków tej pirenejskiej perły.  Bo władze lokalne  o drogi dbają bardzo (aż żal – że nasze tego nie rozumieją…).  Widać to na każdym kroku. Stale rozbudowująca się drogowa infrastruktura łączy nawet niewielkie przysiółki i pojedyncze gospodar-stwa rolno-hodowlane położone w głęboko wciętych dolinach. Dociera do pojawiających się jak grzyby po deszczu maleńkich osiedli o przeznaczeniu wybitnie turystycznym, przytulonych do  stromych,  górskich zboczy. Serpentyny dróg, z których za każdym ich zakrętem rozpościera się coraz to inny, przepiękny  widok  pozwalają na  szybkie dotarcie do odległych zakątków Księstwa.  To także „ułatwia życie” turystom umożliwiając dojazd samochodem do miejsca, gdzie rozpoczyna się właściwy górski szlak.

   Andora jest rajem dla miłośników białego szaleństwa – we wszystkich jego możliwych formach.  Świetnie rozwinięta infrastruktura narciarska, kolejki, wyciągi,  kilometry widokowych nartostrad, bogata baza noclegowa i przystępne ceny – zarówno żywności  jak i paliw powodują masowy napływ coraz liczniejszych amatorów nart i snowboardu.  Znajduje się tu największy w Pirenejach ośrodek narciarski – Grandvalira, rozciągający się po południowej stronie drogi CG-2, na jej łuku pomiędzy   Soldeau a Encamp.  Na zwolen-ników  łyżwiarstwa w Andora La Vella czeka przepiękny Lodowy Pałac…   Zaś w miej-scowości  Escaldes-Engordany znakomity relaks oferuje  Caldea Spa – największe w Europie centrum wypoczynku termalnego. Od kilkunastu  lat turystyczny boom przyczy-nia się do stałego wzrostu gospodarczego Księstwa, stanowiąc zasadniczą pozycję w jego  budżecie (ok.80% PKB).  Nie można tu nie wspomnieć o turystach „innego rodzaju”, w znacznym stopniu zasilających budżet Księstwa w nie mniejszym stopniu niż narciarze, czy – tak jak ja – górscy włóczędzy.  Turyści – „handlowcy”.  Tanie (bezcłowe), ale doskonałe alkohole  z Hiszpanii   i Portugalii,  wyroby tytoniowe i perfumeryjne (!) przyciagają tłumy.  Zarówno turystów  podróżujących tranzytem,  jak i mieszkających przy granicy Francuzów i Hiszpanów dla których różnica w cenach tych produktów jest znaczna.  Na tyle – że przy-jeżdżają „bardzo  systematycznie”.  Czyli nie tylko „Polak potrafi”… Przyznam – że i ja  nieco  zasiliłam  budżet….   No bo jak można było odmówić sobie doskonałej madery  i porto.  O perfumach już zmilczę…

   Mieszkalismy w Soldeau.  To niewielka miejscowość o wybitnie narciarskim charakterze, dlatego  latem nie było kłopotu z wynajęciem kwatery.  Położona stosunkowo blisko granicy francuskiej, więc aby zwiedzić miasta i pochodzić po górach – bez samochodu ani rusz… Górską wędrówkę zaczęliśmy od najbliżej położonej doliny Val d’Incles….. Potem była kolejna Val d’Ransol i następna – położona ponad Canillo  – Val d’Montaup,  nazwana przeze mnie Doliną Mikołajków. Nie Mikołajków – tylko tych błękitnych ostów, funkcjonujacych w Polsce jako mikołajek nadmorski.  Najwyższym zdobytym szczytem była Casamanya (2740 m npm.), z której panorama uświadomiła mi po raz kolejny, jakimi maluchami jesteśmy.  Na ostatnią wycieczkę wybraliśmy niezwykle malowniczą Dolinę Madriu  w bezpośrednim sąsiedztwie Escaldes-Engordany.  Niemal całodzienne wędrówki po górach nie pozwoliły niestety na wnikliwe przyglądanie się miejscowym zabytkom, głównie  romańskim kościółkom, zwiedzaniu muzeów. Góry były zbyt piękne, a my wieczorem zbyt zmęczeni i GŁODNI, aby studiować tutejszą historię… No cóż – pojechaliśmy na maksa pochodzić po górach, a doba ma tylko 24 godziny. Trzeba więc było wybrać.

   Choć fotografii zrobiłam mnóstwo – to pierwsza wycieczka – do Val d’Incles rozpoczęła się dla mnie pechowo. Już po kilku zrobionych zdjęciach – padła bateria w aparacie!  A szkoda – bo to piękne miejsce, siedlisko dziko hasających koni i choć mam z niej fotografie –  nie są mego autorstwa i nie mogę ich przeto zamiescić.

 A  swoje fotografie podzieliłam  na poszczególne wycieczki i umieściłam na kolejnych stronach podporządkowanych.

na Port d'Envalira

Możliwość komentowania jest wyłączona.